Dobiega końca rok jubileuszowy Chóru Beati Cantores. Minęło już trochę czasu od najważniejszego koncertu, Koncertu Galowego. Przed nami już tylko jeden koncert zamykający Jubileusz. Z tej okazji rozmawiam z kierowniczką i dyrygentką chóru, Barbarą Walendzik.

 

- W tym roku mamy 40-lecie Chóru Beati Cantores. Obchody były rozciągnięte w czasie. Z czego to wynikało? Ja mam dwie wykluczające się teorie. Z jednej strony podsumowanie, jakby zamknięcie pewnego rozdziału, ale z drugiej – otwarcie nowej karty. Co z tego jest bliższe Waszej motywacji? A może jeszcze coś innego?

- Nigdy się nad taką wersją obchodów Jubileuszu naszego chóru nie zastanawiałam. Po prostu chciałam dobrać bardzo różny repertuar naszych koncertów, pokazać, jak różne utwory śpiewamy. Wszystkiego nie dałoby się pomieścić w jednym koncercie, stąd rozbicie na kilka koncertów. A ponieważ jesteśmy chórem działającym głównie przy parafii – chociaż jesteśmy stowarzyszeniem – pierwszym koncertem był koncert „Zaufaj i trwaj” na podstawie utworu skomponowanego przez Małkowicza [red: Zbigniewa] do tekstów siostry Faustyny. To było nasze otwarcie Jubileuszu. Drugim koncertem, zupełnie innym w charakterze, był koncert pieśni ludowej, który był w czerwcu. To było coś innego, to jakby dwa bieguny muzyczne, choć muzyka ludowa też się ściśle wiąże z religijnością. Wiele utworów ma swoje źródło w twórczości ludowej. Także tu jest jakiś związek, mimo że te rodzaje muzyki są różne. Kolejnym naszym koncertem był koncert polskiej piosenki rozrywkowej.

 

- Duże zaskoczenie.

- Tak, duże zaskoczenie, że coś takiego też mamy w swoim repertuarze. Zresztą, nasze koncerty, które wcześniej się odbywały, też były bardzo różne. To nie była tylko muzyka sakralna. Ale muzykę rozrywkową śpiewamy zdecydowanie najrzadziej. Na tym koncercie śpiewaliśmy piosenki od utworów z okresu dwudziestolecia

międzywojennego do całkowicie współczesnych.

 

- Po drodze mieliście jeszcze koncert piosenek patriotycznych.

- Ale on nie był w ramach obchodów 40-lecia chóru. Ale tak, pieśni patriotyczne też mamy w swoim repertuarze.

A zwieńczeniem Jubileuszu był Koncert Galowy, w którym zawarłam utwory tylko z akompaniamentem. To też było coś innego, chociaż bazowaliśmy na repertuarze, który wcześniej, wiele lat temu śpiewaliśmy na swoich koncertach.

 

- Jak narodził się pomysł, aby sięgnąć do początków?

- Pomyślałam sobie: „40 lat… to dużo czasu. Sięgnijmy więc do repertuaru, który mieliśmy na początku.” Ale przygotowaliśmy również dwa utwory zupełnie nowe.

Ten pierwszy to „Jubilate”, a drugi to „Wielka miłość”, utwór z tekstem oryginalnym w języku angielskim, do którego Tadek Kolańczyk napisał tekst po polsku zachowując charakter tekstu oryginalnego.

 

- Macie przed sobą jeszcze jeden koncert, który miał być wcześniej, ale został przełożony.

- To był koncert kolęd. Miał odbyć się w styczniu, ale ze względu na to, że dużo osób chorowało, musieliśmy go odwołać. My ten koncert zrobimy jeszcze w grudniu tego roku. Przygotujemy go z chórem Gaudium. Wprowadzimy do niego nową formę, której jeszcze nie wykorzystywaliśmy.

 

- Kiedy będzie ten koncert?

- 28 grudnia, w niedzielę po świętach. Chcemy zamknąć nasz Jubileusz kolędami.

 

- Czyli koncert odbędzie się w okresie, który jest najbardziej odpowiedni dla śpiewania kolęd.

Cofnijmy się jednak trochę w czasie. 40 lat temu powstał Chór Beati Cantores, który Pani prowadzi niemal od początku. Pracowała Pani w Szkole Muzycznej i tam też prowadziła chór. Skąd wzięła się miłość do śpiewu chóralnego? Bo spodziewam się, że bez zamiłowania trudno tyle lat i z takim zaangażowaniem tym się zajmować.

- Śpiewałam u wybitnego chórmistrza wrocławskiego Edmunda Kajdasza, w Cantores Minores Wratislavienses. Byłam zauroczona jego postacią, jego podejściem do śpiewu i sposobu prowadzenia chóru.

 

- A jak zaczęło się śpiewanie pod kierunkiem pana Kajdasza?

- Profesor Edmund Kajdasz prowadził zajęcia z chóru w liceum muzycznym we Wrocławiu, w którym byłam uczennicą. W roku 1966 zebrał grupę entuzjastów śpiewu chóralnego, uczniów klas maturalnych, i tak narodził się Chór Cantores Minores Wratislavienses, w którym miałam to szczęście być i wiele lat występować z chórem, m.in. na Festiwalu Wratislavia Cantans. [red: Festiwal Wratislavia Cantans zaczął się w 1966. Chór Cantores Minores Wratislavienses występował na tym Festiwalu już od pierwszej jego edycji.]

 

- Jak to się stało, że przyjechaliście do Głogowa?

- Plany mieliśmy inne. Kaziu [red: Kazimierz Walendzik] zaczął pracować w Filharmonii Zielonogórskiej, grał w orkiestrze. W 1971 roku w Głogowie powstawała szkoła muzyczna, poszukiwali nauczycieli. Mąż już grał w orkiestrze Huty Miedzi, w Głogowie miał rodzinę – mieszkała jego mama i siostra, więc zdecydowaliśmy się zamieszkać w Głogowie i zacząć tu pracę.

 

- A jak było z poprowadzeniem Chóru Beati Cantores. Na początku prowadził chór ktoś inny. Jak to się stało, że już po trzech miesiącach Pani przejęła prowadzenie chóru?

- Chór założył ksiądz Ryszard Dobrołowicz. Szukał kogoś, kto mógłby go poprowadzić. Na początku chór prowadził Paweł Smorawiński. Ja znalazłam się w tym chórze, bo po prostu chciałam śpiewać.

Po trzech miesiącach zaproponowano mi prowadzenie chóru. I tak trwa to do dziś.

 

- Prowadziła Pani chór w szkole muzycznej. Czym różni się prowadzenie chóru z dziećmi i z dorosłymi?

- Czy jest jakaś różnica…? Nie, zasada jest taka sama. Pracuje się nad emisją głosu, nad dykcją, nad utrzymaniem intonacji głosu. Pracuje się nad aparatem głosowym zarówno z dziećmi – tylko w mniejszym zakresie – jak i z dorosłymi. Tu nie ma różnicy, praca wygląda tak samo. Inne jest może podejście.

 

- A z kim trudniej się pracuje?

- Po prostu inaczej. Pracowałam z dziećmi i z dorosłymi, ze starszymi, bo mam przecież też seniorów, z którymi czasem pracuje się podobnie jak z dziećmi, małymi kroczkami.

 

- Ponad 20 lat temu powstał chór Gaudium. Co było powodem, że zdecydowała się Pani założyć ten chór, skoro był Beati Cantores?

- To nie ja założyłam. Założyła go Ewa Święch, pierwsza prezeska Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Zaproponowano mi poprowadzenie chóru i podjęłam się tego.

Pierwsze próby z chórem Gaudium zaczynałam od utworów jednogłosowych, potem stopniowo wchodził dwugłos, następnie trójgłos. W tej chwili śpiewamy nawet w czterogłosie.

 

- Wracając do Chóru Beati Cantores: Skąd się wzięła nazwa? Czy była od początku?

- Nie. To był chór parafialny. Pierwsza nazwa pojawiła się po dwóch latach. Nazwaliśmy się Beati Cantores Glogovienses, ale w końcu zdecydowaliśmy się na krótszą formę Beati Cantores (szczęśliwi śpiewaniem). To się spodobało.

 

- Śledząc historię Chóru Beati Cantores można zauważyć, że uczestniczycie we wszystkich ważnych wydarzeniach w naszym mieście. Wymienię tylko kilka z licznych Waszych występów: oprawa muzyczna mszy świętej, podczas której poświęcono plac budowy głogowskiej kolegiaty, uświetnienie obchodów wręczenia literackiej nagrody im. Andreasa Gryphiusa, koncert w Zamku Książąt Głogowskich z okazji 750 rocznicy powstania Księstwa Głogowskiego, udział w uroczystościach otwarcia głogowskiego ratusza po odbudowie, uświetnienie obchodów Jubileuszu szkół: I Liceum Ogólnokształcącego, Zespołu Szkół Ekonomicznych – to tylko kilka z bardzo licznych Waszych występów.

Można powiedzieć, że współtworzycie historię Głogowa.

- W zasadzie tak. Byliśmy zapraszani chyba na wszystko; kiedy były wręczane nagrody literackie im. Gryphiusa, kiedy powstawała wyższa szkoła w Głogowie... wiele wydarzeń.

Pamiętam, jak śpiewaliśmy w ruinach kolegiaty. Ksiądz Dobrołowicz zapoczątkował msze z okazji 11 listopada. Przy pomniku odbywały się msze polowe i śpiewaliśmy podczas tych mszy.

 

- Braliście też udział w nagraniach pierwszego filmu o Głogowie.

- Tak, śpiewamy w tym filmie.

 

- A który występ wspominacie z największym sentymentem. Czy dałoby się wskazać taki?

- Trudno… Śpiewaliśmy na targach EXPO w Hanowerze, mieliśmy tam swój koncert w pawilonie polskim. Śpiewaliśmy w Bazylice św. Piotra. To były niezwykłe koncerty.

 

- Macie na swoim koncie dużo nagród na różnych przeglądach i konkursach chórów.

- Braliśmy udział w różnych konkursach, choć nie tak bardzo wielu jak na te 40 lat. Braliśmy udział m.in. w Festiwalu Muzyki Religijnej w Rumii, w Festiwalu Polskiej Pieśni Chóralnej w Katowicach, w Międzynarodowym Festiwalu Olomouc w Czechach, w festiwalach piosenki patriotycznej, w Toruniu na Festiwalu Ars Liturgica i jeszcze innych.

 

- I zdobywaliście nagrody.

- ...tak

 

- Również sami byliście organizatorami.

- Zaczęło się od tego, że były Zamkowe Spotkania Chóralne. Powstały z inicjatywy Ryszarda Głombińskiego, członka Chóru Gaudeamus, który prowadziła Lidka Słotwińska.

Po dwóch latach, w 1998 roku przejęliśmy prowadzenie Spotkań, bo Lidka [red: Słotwińska] zrezygnowała. A nie chcieliśmy, żeby to się skończyło.

Zapraszaliśmy chóry, żeby się spotkać, wspólnie pośpiewać, występować, wymieniać doświadczeniami. To nie był konkurs, tylko koncerty. Takie były założenia. Trwało to jakiś czas, a później narodził się pomysł konkursu. Nazwaliśmy go Silesia Cantat (Śląsk śpiewa) – jesteśmy na Śląsku. Ale pandemia spowodowała, że to przerwaliśmy. Później już trudno było wrócić.

 

- Co śpiewacie w Chórze najchętniej?

- Trudno powiedzieć. To zależy, nad czym akurat pracujemy. Ale lubimy każdą dobrą muzykę.

 

- Jak długo trwa praca nad repertuarem na koncert.

- Różnie, ale średnio są to „bite” dwa miesiące. Najpierw pracujemy z kolejnymi głosami oddzielnie, potem łączymy i wtedy pracujemy nad interpretacją utworu.

 

- Widać na koncertach, że w chórze śpiewa Pani syn, czyli przejął miłość do śpiewu chóralnego.

- Tak, on też śpiewa. Zaczynał jako dziecko. Śpiewał najpierw w sopranach, później przeszedł do altów, bo zaczął się mu zmieniać głos. Skończył na basach. Teraz mieszka i pracuje w Poznaniu, Tam też śpiewa w chórze. Ale często bywa w Głogowie i jeżeli tylko ma możliwość, to zasila chór i chętnie śpiewa razem z nami.

 

- Przed wami jeszcze koncert kolęd w tym roku. A jakie są plany chóru na następne 40 lat?

- Nie ma planów konkretnych, sprecyzowanych. Na razie odpoczywamy. Szukamy materiałów i inspiracji.

Teraz musimy się zastanowić nad tym, co w przyszłym roku, żeby napisać projekt. W planie jest koncert pieśni adwentowych. A co jeszcze? - To zobaczymy. Na razie nie wiem.

 

- Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę jeszcze wielu wspaniałych lat śpiewania –szczęśliwego śpiewania”.

 

 

Rozmawiała Elżbieta Bock-Łuczyńska